Archiwum Polityki

Nie tracić czasu

85 lat temu ukazała się pierwsza część największego dzieła Prousta "W poszukiwaniu straconego czasu". Książki, w której - jak powiedział jeden z paryskich wydawców, odrzucając rękopis - przez trzydzieści stron facet przewraca się z boku na bok, bo nie może zasnąć. Być może niedługo w polskich księgarniach ukaże się nowe wydanie tego dzieła. Czy dzisiejszy czytelnik, żyjący w nieustannym pędzie, zrozumie nostalgiczne tęsknoty, o których Proust pisał na kilku tysiącach stron?

Pewna Amerykanka z Rzymu po lekturze "Straconego czasu" przysłała autorowi list z następującą prośbą: "Drogi Panie Marcelu, niechże Pan zaprzestanie pozerstwa i zstąpi na ziemię. Proszę mi w dwóch zdaniach wyłożyć to, co Pan chciał w swym utworze wyrazić".

Ale to było na początku naszego wieku; czy dziś, w dobie fascynacji nadchodzącym stuleciem, i to niemal wyłącznie w wymiarze technologicznym, literatura Prousta jest komukolwiek - oprócz literaturoznawców - potrzebna?

Polityka 51.1998 (2172) z dnia 19.12.1998; Kultura; s. 49