Archiwum Polityki

Wstydu oszczędź

Ameryka zabrnęła w idiotyczny impas. W stumandatowym Senacie amerykańskim, który przejmie rolę sądu nad prezydentem Billem Clintonem, nie można się doliczyć ani 67 jego przeciwników, żeby go skazać, ani 51 jego zwolenników, aby umorzyć postępowanie. W opinii publicznej też widać chaos. Popularność oskarżonego prezydenta sięga 70 proc., ale prawie połowa (45 proc.) Amerykanów uważa, że Bill Clinton powinien podać się do dymisji.

Socjologowie mówią o wojnie kulturowej pomiędzy tradycyjną moralnością, sławnym amerykańskim purytanizmem a luźniejszymi obyczajami i ocenami, które niesie pokolenie lat 60., uosabiane przez Clintona.

W całej historii politycznej Ameryki procedury impeachmentu nigdy dotąd nie wdrożono z dwóch powodów: była przepisem martwym, czysto teoretycznym, wymyślonym na wszelki wypadek, który miał się nigdy nie zdarzyć w obliczu majestatu najjaśniejszego demokratycznego władcy, strażnika prawa i konstytucji, następcy Jerzego Waszyngtona i Abrahama Lincolna, ludzi bez skazy.

Polityka 1.1999 (2174) z dnia 02.01.1999; Wydarzenia; s. 16
Reklama