Archiwum Polityki

Piętnasta jeden do Skopje

Wojny w byłej Jugosławii to nie tylko zbrojne armie, opancerzone wozy bojowe i negocjatorzy z całego świata. To także rozklekotane autobusy, przewożące od południowej Macedonii po północną Chorwację ludzi, którzy wiedzą, co i gdzie kupić, aby potem - ku zadowoleniu wszystkich - sprzedać to z zyskiem. Wódka, papierosy, naboje - wszystko pójdzie.

Kto nie widział dworca autobusowego w Sofii, nie uwierzy, że przypomina on wysypisko śmieci na ugorze, a większość pojazdów - eksponaty z cmentarzyska wraków. Ale z owego osobliwego miejsca wyruszają jednak autobusy, nierzadko w całkiem daleką drogę. Choćby do stolicy Macedonii - Skopje. Stare Czawdary i Sanosy niezbyt dobrze sobie radzą z górzystą trasą, a poza tym... No właśnie.

Popołudniowy autobus relacji Sofia-Skopje ma opuścić dworzec o czternastej, ale kierowca ostatecznie uruchamia silnik minutę po trzeciej.

Polityka 18.1999 (2191) z dnia 01.05.1999; Świat; s. 38