Archiwum Polityki

Sędzio, osądź się sam

Krajowa Rada Sądownictwa, która obradowała w ubiegłym tygodniu, słusznie alarmuje, że sądy są zaniedbane i zacofane technicznie (na przykład akta dalej zszywa się ręcznie - igłą i dratwą), warunki pracy często urągają przyzwoitości, a pracownicy zarabiają grosze. Choć uważam, że sądy trzeba doposażyć w pierwszej kolejności, zwłaszcza iż na siebie zarabiają - program naprawczy nie może być wyłącznie związany z żądaniem nowych nakładów pieniężnych. W Polsce nastąpiła zapaść wymiaru sprawiedliwości. W sądach zalegają setki tysięcy spraw, na wyroki czeka się bardzo długo, całymi latami. W najgorszym poczuciu - bo w poczuciu bezsilności.

Premier Jerzy Buzek  dla uspokojenia społeczeństwa zapowiedział ogólnikową  poprawę pracy policji i sądów (w programie rządu na następne dwa lata)  oraz zmianę kodeksu karnego w kierunku zaostrzenia kar, także dla młodocianych przestępców.

Odpowiada to ogólnemu życzeniu i nastrojom społecznym, ale ma nikły związek z rzeczywistością. Najłatwiej straszyć karami, lecz by w ogóle ukarać - trzeba najpierw przestępcę złapać. Tymczasem wykrywalność sprawców przestępstw w dużych miastach (patrz: "Atlas Przestępczości w Polsce" opublikowany niedawno przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości), zwłaszcza w Warszawie, jest zatrważająco niska.

Polityka 41.1999 (2214) z dnia 09.10.1999; Kraj; s. 20