Archiwum Polityki

Świadek niewidka

Na głowie kaptur z otworem na oczy. Tak wyglądał przesłuchiwany przed pół wiekiem przez komisję Kongresu USA świadek zbrodni sowieckiej w Katyniu i ta konieczna maskarada wstrząsnęła wówczas opinią światową. Zwróciła też uwagę na bezpieczeństwo osób, które dając świadectwo prawdzie mogły nawet narazić swe życie. Po latach wciąż gorączkowo i usilnie poszukuje się sposobów ochrony zeznających, poczynając od ich maskowania, a kończąc na przesłuchiwaniu w osobnych pomieszczeniach, z transmisją głosu na salę rozpraw.

Czy znaleziono pewną już receptę na bezpieczeństwo osób służących pomocą wymiarowi sprawiedliwości?

Czy przebranie, zasłonięcie twarzy, zniekształcony specjalnym urządzeniem głos, umieszczenie wśród dwóch innych osób, zbliżonych wzrostem, sylwetką, ruchami nie pozwoli już światu przestępczemu na ustalenie tożsamości zeznającego i ochroni go przed szantażem, terrorem, zemstą? Toruński świadek zeznawał swobodnie, pewnie i bez obawy. Na pytanie sądu, co powiedziałby, gdyby przyszło mu zeznawać bez wszelkich zabezpieczeń, odpowiedział, że nie przyznałby się nawet, iż cokolwiek widział.

Polityka 45.1999 (2218) z dnia 06.11.1999; Wydarzenia; s. 18