Archiwum Polityki

Bruno Żmija

Jean-Marie Le Pen trafnie spostrzegł, że polityczne manewry, jakie od dłuższego już czasu w łonie Frontu Narodowego i na jego rubieżach prowadził Bruno Megret, partyjny numer drugi (patrz POLITYKA 14/98) - to sztylet wymierzony w wodzowskie serce. Na tym to sercu wyhodował żmiję, która nagle zapragnęła podstępnie wpełznąć na miejsce dobroczyńcy i mentora. Megret, widząc rozpad tradycyjnej prawicy republikańskiej, chce złagodzić oblicze frontu i przejmując głosy umiarkowanych wyborców - zbudować nowoczesną postlepenowską formację konserwatywną. Ugrupowanie, które zostałoby wpuszczone na salony polityczne Francji. Frontowi Le Pena nigdy się to nie udało.

Żmija Megret kąsać jęła na prawo i lewo, szerząc jadowite idee. Taką choćby, by na czele listy Frontu Narodowego w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego nie figurowała małżonka Le Pena (on sam, pozbawiony biernego prawa wyborczego wyrokiem francuskiego sądu za czynną, fizyczną napaść na kandydatkę socjalistów w poprzednich wyborach parlamentarnych, o fotel deputowanego europejskiego ubiegać się nie będzie mógł) - lecz by tę listę otwierał właśnie Bruno Megret. Później zaś, wobec niezgody lidera FN na ten projekt, zdrajcy zażądali zwołania w trybie pilnym nadzwyczajnego zjazdu Frontu.

Polityka 3.1999 (2176) z dnia 16.01.1999; Świat; s. 38