Archiwum Polityki

Śpiew w strusich piórach

Film "Idol" przynosi, w ciągu dwóch godzin, trzydzieści cztery pełne numery rocka i stanowi sprzężenie muzyki z kinem tak kompletne, jakiego już dawno nie było na ekranach. W związku z czym wyłania się pytanie, co jest warte podobnie absolutne oddanie się kina w służbie gatunku najbardziej aktualnie popularnego, lecz także najbardziej krytykowanego?

Proszę wybaczyć, że zacznę od odwołania się do dyskusji, jaka odbyła się niedawno w "Polityce". W artykule "Mowa głuchego do głuchych" ("Polityka" 46/98) napisałem o rocku: "Uporczywa monotonna melodia, z paroma powracającymi nutami, bywa że nie więcej ich jest jak trzy czy cztery, wykrzyczana ostrym, chrapliwym tonem. Gitara elektryczna o płaskim, metalicznym, lepkim, jęczącym dźwięku. Ogłuszająca perkusja powtarzająca tę samą figurę rytmiczną... Krytyka branżowa zajmuje się nie stylem, techniką czy inwencją, lecz ogranicza się do ustalenia, jakie miejsce muzyk zajmuje na liście sukcesów".

Polityka 5.1999 (2178) z dnia 30.01.1999; Kultura; s. 52
Reklama