Archiwum Polityki

Błazen wielki mąż

Walka o Tadeusza Boya-Żeleńskiego toczy się nadal; zwykło się ją prowadzić najczęściej w dwóch przeciwstawnych sobie tonacjach: pamfletu i laudacji. Józef Hen pragnie iść środkiem drogi, nie ukrywając wszakże swoistego zauroczenia Boyem.

Tytuł książki Józefa Hena zaczerpnięty jest z "Wesela". Kojarzy się oczywiście ze znakomitym esejem Leszka Kołakowskiego, który przeciwstawiał w nim kapłana i błazna. W dobie narodowej niewoli obaj zrobili olśniewającą karierę: apoteozie Piotra Skargi towarzyszyła legenda przypisująca Stańczykowi ten sam co i królewskiemu kaznodziei dar profetycznego widzenia przyszłości. Były to jednak dwie odrębne postacie, tymczasem Tadeusz Boy-Żeleński, chętnie nazywający się błaznem, stanowił równocześnie wyrocznię intelektualną i autorytet moralny, który - ku zdziwieniu wielu mu współczesnych - zajął miejsce Stefana Żeromskiego.

Polityka 6.1999 (2179) z dnia 06.02.1999; Kultura; s. 56