Archiwum Polityki

Dzieci Zagłady

Czytając „Wszystko jest iluminacją” Jonathana Safrana Foera, młodej gwiazdy amerykańskiej prozy, uświadamiamy sobie, że na naszych oczach, wraz z odchodzeniem ostatnich świadków, rodzi się nowa literatura holocaustowa, w której więcej jest literatury niż Zagłady. Świetna „Likwidacja” ubiegłorocznego noblisty Imre Kertésza symbolizuje więc koniec pewnej literackiej epoki.

Akcja obu powieści rozgrywa się w latach 90. Główny bohater Foera (noszący zresztą jego imię i nazwisko) jest początkującym pisarzem. Przybywa z Ameryki na Ukrainę, by odnaleźć kobietę, która przed laty ocaliła życie jego dziadkowi. Jonathan nie ma gorzkich doświadczeń, będących udziałem budapeszteńskich inteligentów z powieści Kertésza. Im dała się we znaki nie tylko wojenna, ale też powojenna historia, a dziś nie bardzo mogą się odnaleźć w kapitalistycznym świecie. Dużo starszym od Jonathana dzieckiem (a właściwie pogrobowcem) Zagłady jest pisarz B. z powieści Kertésza. Urodzony w 1944 r. w Oświęcimiu, na kilka miesięcy przed likwidacją obozu, przez całe życie zmagał się z doświadczeniem, które właściwie nigdy nie było jego udziałem. B. pragnął żyć tak, jakby Zagłada nigdy się nie skończyła, a „życie było obozem koncentracyjnym stworzonym przez Boga dla ludzi na ziemi”.

Jeśli pisarz B. nakazuje swej byłej żonie, urodzonej po wojnie Żydówce, spalić powieść, w której próbował opisać doświadczenie pogrobowca Zagłady, robi to nie tylko po to, by dać jej szansę wyzwolenia (nim się zabije, napisze do niej w liście pożegnalnym: „przeżycia i cierpienia upoważniają mnie (...), by dla Ciebie, tylko dla Ciebie odwołać Auschwitz”). Również dlatego, że uznaje swe literackie przedsięwzięcie za porażkę.

Polityka 42.2003 (2423) z dnia 18.10.2003; Kultura; s. 61
Reklama