Archiwum Polityki

Powrót do Sarajewa

Przed pięciu laty wydobyliśmy z oblężonego Sarajewa Karolinę, Polkę, i jej męża Omera, bośniackiego muzułmanina. Zamieszkali w Warszawie. Ale Omera ciągnie do rodzinnego miasta. Jeździ patrzeć, jak Sarajewo leczy rany. Na chorobę zwaną posttraumatycznym stresem cierpią tutaj wszyscy: żołnierze i cywile, kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci. Podobno najlepszym lekarstwem jest czas. Ale dwa i pół roku od zakończenia wojny w Bośni to zbyt mało lekarstwa. Tym bardziej że na południe od Sarajewa, w Kosowie, wybucha nowa wojna. W bałkańskim kotle wrze bez przerwy. Czy z Kosowa też trzeba będzie wyciągać ludzi?

Słońce świeci inaczej

Sarajewo otrząsa się z bólu. Pracują sklepy, kina, teatr. Jeżdżą tramwaje, ruszyły podmiejskie pociągi. Z lotniska startują samoloty oznaczone napisem: Air Bosnia. Tu i ówdzie krzątają się ekipy budowlane. O wojnie przypominają setki zrujnowanych przez pociski domów, okna bez szyb i tablice z białego piaskowca umieszczone na murach. Na tablicach z kronikarską dokładnością zapisano daty i liczby. 27 maja 1992 r.

Polityka 28.1998 (2149) z dnia 11.07.1998; Na własne oczy; s. 76
Reklama