Archiwum Polityki

Tydzień raczej czarny

Olimpijska loża „Polityki” rzecz jasna ucieszyła się z sukcesów Polek i Polaków, ale głównie zgrzytała zębami. Uformował się pogląd, że taki sport, jaki kraj.

W tle najbardziej spektakularnych wyczynów i porażek loża w składzie: Mariusz Walter, Józef Hen, Michał Komar, Jerzy Pilch, Zdzisław Pietrasik i Sławomir Mizerski, wychwyciła też epizody zachwycające.

Pietrasik: – Obejrzałem łucznictwo, półfinał mężczyzn. Strzelał Japończyk z Australijczykiem. Emocjonujący spektakl. Kamera pokazywała wszystko jak w kinie, z bliska. Wrażenie robiła także elegancja składania się do strzału, to balet prawie. Całość wyglądała momentami jak kadry z „Robin Hooda” z Kevinem Costnerem.

Walter: – Zapomniał pan tylko dodać, że w tej konkurencji Polska zajęła 14 miejsce.

Pilch: – Dlatego żeby się nie denerwować, zaczął oglądać od półfinałów.

Hen: – A ja byłem zachwycony przedbiegami stu metrów. Duża liczba wspaniałych, szybkich mężczyzn różnych ras. I wszyscy plasowali się w pobliżu 10 sekund. No i potem ten finał...

Mizerski: – W którym czas 10 sekund dawał zaledwie szóste miejsce.

Hen: – Natomiast u kobiet olbrzymie znaczenie ma zwycięstwo Białorusinki Julii Niestierenko. Oto pada pewien mit rasowy, że tylko czarnoskórzy mogą wygrywać sprint na olimpiadzie. Ciekawe, że najbardziej przełamują prymat czarnoskórych sprinterów biegacze z dawnego ZSRR. To zresztą sprawa raczej dla politologów albo socjologów.

Mizerski: – Ale jedna Niestierenko nie czyni wiosny, reszta stawki finałowej to były czarnoskóre sprinterki. A w finale setki mężczyzn byli sami ciemnoskórzy.

– Cały ten tydzień na igrzyskach też był raczej czarny – zauważa Jerzy Pilch, wprowadzając bolesny wątek występów naszej reprezentacji.

Walter: – Przyznaję, że po rozpoczęciu tej olimpiady byłem optymistą, pozostawałem pod wrażeniem dobrego meczu siatkarzy, niezłego starcia szablisty, łuczniczki.

Polityka 35.2004 (2467) z dnia 28.08.2004; Społeczeństwo; s. 89
Reklama