Po fali zniszczenia przyszła fala solidarności. Wartość przyrzeczonej i przekazanej pomocy dla krajów, w które uderzyło tsunami spod Sumatry, oblicza się na 11 mld dol. Jan Egeland, koordynator pomocy z ramienia ONZ, uznał akcję humanitarną po tsunami za najszybszą i najbardziej szczodrą w historii. „Darczyńcy dotrzymują obietnic – podkreślał Egeland w wywiadzie dla Fundacji Reuters – a pieniądze, które jeszcze nie przyszły, od razu przeznaczono na wieloletnie plany odbudowy. Po huraganie Mitch czy trzęsieniu ziemi w Bam w Iranie hojność była znacznie skromniejsza, a i tak wpłacono faktycznie mniej niż połowę obiecanych funduszy. Kiedy media przestają się interesować tematem, gotowość do pomocy słabnie, a ludzie zapominają, co obiecywali”.
W grudniowej katastrofie w rejonie Oceanu Indyjskiego zginęło lub przepadło bez wieści ponad 230 tys. ludzi, setki tysięcy straciły dach nad głową, dobytek, narzędzia pracy, a przede wszystkim najbliższych, często jedynych żywicieli rodzin. Fala zdemolowała nie tylko domy, drogi, tory kolejowe, przystanie, porty. Zniszczyła także całe społeczności, na przykład wioski rybackie. Przekaz telewizyjny pokazywał rozpacz, destrukcję i chaos. I tak było, ale nawet obszerne relacje nie zdołały pokazać skali problemów. Część z nich brała się z samego kataklizmu, część, paradoksalnie, z tego, że pomoc ze świata przyszła właśnie tak szybko i tak potężnym strumieniem i nałożyła się na trudności sprzed katastrofy.
Najcięższy cios tsunami zadało prowincji Aceh
na zachodnim wybrzeżu indonezyjskiej wyspy Sumatra. W Aceh fala zabiła ponad 130 tys. ludzi. Stolicę prowincji Banda Aceh i wybrzeże zamieniła w pustynię gruzów.