Archiwum Polityki

Apetyty na mandaty

Najbliższe wybory – jakie czekają Polaków w czerwcu 2004 r. – będą nietypowe. Po raz pierwszy wybierzemy posłów do Parlamentu Europejskiego. Założenia ordynacji wyborczej są już prawie gotowe – przedstawiamy je wraz z symulacjami spodziewanych wyników.

Polsce w Parlamencie Europejskim (PE) przyznano 50 miejsc. Być może liczba ta wzrośnie do 54. Wszystko zależeć będzie od tego, ile krajów ostatecznie do Unii przystąpi. Jeżeli któryś kraj integrację odrzuci, dodatkowe mandaty przydzielone zostaną krajom wstępującym. Po przyjęciu nowych krajów PE ma liczyć bowiem 732 parlamentarzystów, takie ustalenia zapadły w Nicei w 2002 r. Wspólne unijne uregulowania określają ogólne zasady wyborów, w tym zasadę proporcjonalności, pozostawiając wiele szczegółowych rozwiązań krajom członkowskim.

Posłowie do Europy

Zasady te są zbieżne z polskim systemem wyborczym, dopuszczają możliwość wprowadzenia progu zaporowego (nie wyższego niż 5 proc., a więc dokładnie takiego, jaki obowiązuje w Polsce), przewidują głosowanie na wybranego kandydata z listy danego komitetu wyborców oraz limitowanie wydatków na kampanię wyborczą. Określają również, jakich stanowisk nie wolno łączyć z mandatem europejskiego parlamentarzysty, pozostawiając jednak poszczególnym krajom możliwość wprowadzenia własnych ograniczeń. Unijny akt nic nie mówi natomiast o podziale na okręgi, w tej bowiem kwestii UE nie dopracowała się jednolitego stanowiska (a i samo kształtowanie się Parlamentu Europejskiego ciągle dopiero się dokonuje).

Ordynacja na wybory do europarlamentu będzie więc w zasadzie podobna do naszej sejmowej, choć rola posła jest zupełnie inna. Poseł do PE nie jest przedstawicielem Polski czy narodu polskiego, ale reprezentuje całą społeczność Unii Europejskiej, nie jest związany żadnymi instrukcjami i nie może być odwołany. Prawo wyboru przysługuje więc nie tylko obywatelom polskim, ale również obywatelom innych krajów UE pod warunkiem, że stale mieszkają na terytorium Polski i są umieszczeni w spisie wyborców. Fakt, że poseł wybierany w Polsce reprezentuje społeczność UE powoduje, że nie ma potrzeby organizowania wyborów poza granicami Polski, na przykład w dużych skupiskach polonijnych w Stanach Zjednoczonych.

Polityka 6.2003 (2387) z dnia 08.02.2003; Kraj; s. 28
Reklama