Archiwum Polityki

Front wewnętrzny

Kilku spośród 19 porywaczy samolotów, które uderzyły w World Trade Center i Pentagon, mieszkało przedtem długo w USA. Zgolili brody i wtopili się w amerykańskie społeczeństwo, prowadząc spokojne życie mieszczuchów z suburbii. Choć notowani w kartotekach policyjnych, łatwo mylili tropy. Demokracja bywa bezbronna wobec ataku od wewnątrz. To się teraz może zmienić.

Po 11 września mówi się w Ameryce o„wewnętrznym froncie”, nawet o piątej kolumnie, a mężczyźni w turbanach albo o arabskim wyglądzie bywają niewpuszczani do samolotów. Trzech niewinnych ludzi zlinczowano, bo kojarzyli się zabójcom z muzułmanami. Media cenzurują opinie krytyczne wobec prezydenta Busha, a rzecznik Białego Domu ostrzega, że Amerykanie „muszą uważać, co mówią”. Rząd Busha wniósł właśnie do Kongresu projekt ustaw antyterrorystycznych przewidujących istotne rozszerzenie uprawnień do kontrolowania podejrzanych osób.

Polityka 41.2001 (2319) z dnia 13.10.2001; Świat; s. 36