Archiwum Polityki

Szampan na wulkanie

Większość ludzi do lepszej pracy najskuteczniej zachęcają pieniądze. Tracą one jednak znacznie na atrakcyjności w przypadku osób, które pracują już tak intensywnie, że nie mają ich kiedy wydać. Zachodni świat drapieżnej konkurencji, usiłujący wycisnąć z nich jeszcze więcej, wymyślił incentive travels, czyli podróże motywacyjne. Teraz robią one furorę również u nas. Niestety, często w wersji zwulgaryzowanej, niewiele mającej wspólnego z pierwowzorem.

Z pewnością nie odpowiada tej nazwie zbiorowa wycieczka na Seszele, którą pracodawca umieści w kosztach jako szkolenie dla wybranych członków załogi, aby w ten sposób uciec od podatku i wysokich składek na ZUS. Nie będzie to też safari w Kenii, na które koncern farmaceutyczny zaprosi wpływowych lekarzy. Czym więc podróż motywacyjna być powinna?

– Zadymą, której nie zapomni się do końca życia – uważa Robert Grzybowski, szef Discovery Travel, które specjalizuje się w tego typu przedsięwzięciach.

Polityka 33.2000 (2258) z dnia 12.08.2000; Gospodarka; s. 59