Archiwum Polityki

Knur z Akademii

Strach przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba spowodował, że coraz więcej osób widząc na talerzu kawałek befsztyka czuje się niemal jak przy rosyjskiej ruletce. Na pytanie, jeść albo nie jeść mięsa, coraz częściej odpowiadamy przecząco. Popyt na wołowinę gwałtownie się skurczył. Wydłuża się lista potraw zwiększonego ryzyka. Do móżdżku na grzance dołączyły flaki, steki (tzw. T-bone), a nawet parówki uznawane przez niektórych za dietetyczne. Straciliśmy kompletnie głowę, czy też może zachowujemy się racjonalnie?

Na świecie dotychczas na chorobę vCJD zmarło sto osób, na raka płuc umierają miliony, a mimo to ciągle setki milionów jeszcze żyjących nie są w stanie uwolnić się od tytoniowego nałogu.

Na poczucie utraty żywnościowego bezpieczeństwa przez konsumentów wpływają nie same fakty, ale krańcowo różne ich interpretacje. Im jednak ktoś wie więcej na ten temat, tym bardziej unika jednoznacznych ocen. Prof. Paweł Liberski z Akademii Medycznej w Łodzi nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy około miliona krów na świecie zarażonych do tej pory encefalopatią gąbczastą bydła to wystarczająco dużo, żeby lękać się epidemii Creutzfeldta-Jakoba u ludzi (vCJD).

Polityka 15.2001 (2293) z dnia 14.04.2001; Gospodarka; s. 73
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >