Archiwum Polityki

Gorzki deser

Odkąd Polska wysunęła się na niechlubne pierwsze miejsce w Europie pod względem bezrobocia, trwa wzmożone poszukiwanie winnego. Najwięcej wskazań zbiera oczywiście Leszek Balcerowicz, nazywany wrogiem ludzi pracy: to on przydusił dopływ pieniędzy na rynek, co przyhamowało popyt i spowodowało spadek sprzedaży, to on zepchnął wiele przedsiębiorstw w otchłań upadku, a ludzi w bezrobocie. Kiedy Unia Wolności wycofała się z rządu i tekę ministra finansów przejął, jak się wydawało, „nasz człowiek” – ludzie z kręgu Solidarności odetchnęli z ulgą. Ale Jarosław Bauc okazał się wcale nie lepszy: zamiast skrytykować poprzednika, który wraz z Radą Polityki Pieniężnej tylko o dwa punkty obniżył stopy procentowe – oświadczył, że póki popyt dominuje u nas nad podażą, stopy muszą być wysokie.

Coraz wyraźniej zarysowuje się prawda, że podział na wrogów i przyjaciół ludu przebiega nie wzdłuż linii politycznych, a fachowych. Dobry ekonomista wie, jak krótkotrwała jest koniunktura nakręcona przez sztuczne ożywienie popytu i nie będzie domagał się zwiększenia dopływu pieniądza, kiedy gospodarka nie utrzymuje równowagi. Mamy zresztą w świeżej pamięci rok 1999, kiedy stopy procentowe NBP zostały dość radykalnie w styczniu zmniejszone – a już w listopadzie trzeba je było na powrót podwyższać, bo inflacja podniosła się do poziomu ponad 10-procentowego.

Polityka 15.2001 (2293) z dnia 14.04.2001; Gospodarka; s. 76
Reklama