Archiwum Polityki

Orzeł w goglach

Kto żyw, ruszył na weekend do Zakopanego. Wiadomo: to właśnie tu orzeł z Wisły miał przerwać serię zwycięstw Svena Hannawalda i wzniecić nadzieje rodaków na olimpijski sukces. Dzięki Adamowi Małyszowi i tłumom rozgorączkowanych kibiców z prezydentem na czele staliśmy się świadkami kolejnego w naszej historii spektaklu narodowego.

Arek z Warszawy otulony biało-czerwonym szalikiem wychyla kolejne piwo w Warsie. – Szkoda, że „Biały” i „Kempes” z Anina nie pojechali. Nie ma co, „Polska biało-czerwoni” – intonuje zachrypniętym głosem. – Żeby tylko nie przyjechali ci z Cracovii, bo będzie dym. Dymu nie było, chociaż do Zakopanego ściągnęły tłumy kojarzone najczęściej z piłkarskimi kibolami. Okazało się, że na chwilę Adam Małysz potrafi zakończyć odwieczne piłkarskie święte wojny i wygasić inne animozje.

Polityka 4.2002 (2334) z dnia 26.01.2002; Wydarzenia; s. 16