Archiwum Polityki

Jutro będzie lepiej

Maklerzy i finansiści, którzy śpiewali „God bless America” podczas uroczystego otwarcia giełdy na Wall Street po kilkudniowej przerwie, mieli szczere łzy wzruszenia w oczach. Wierzyli, że „prawdziwy Amerykanin nie sprzedaje teraz akcji”, jak głosiły patriotyczne hasła, żeby uchronić giełdę przed spadkiem, a w każdym razie przed paniką. Ale jednym załzawionym okiem zerkali na swoje monitory i na tabelę cen, czy aby inni się nie pokwapią ze sprzedażą, a oni zostaną z bezwartościowymi akcjami w ręku.

Trudno walczyć z własną naturą. Sens pracy tych ludzi polega na konkurencji, na grze. Poprzez jej skomplikowane reguły dokonuje się przepływ kapitałów tam, gdzie prędzej się pomnożą. Prawdziwy Amerykanin nie sprzedaje akcji – chyba że grozi mu strata.

Poniedziałek 10 września był zupełnie wystarczająco marnym dniem dla amerykańskiego biznesu, żeby jeszcze potrzebny był atak terrorystów nazajutrz. Znikły już ślady po wywieszonych na co drugim sklepie kartkach „help wanted”, potrzebny człowiek do pracy.

Polityka 39.2001 (2317) z dnia 29.09.2001; Świat; s. 18