Archiwum Polityki

Czas przywódców

W mieście nie możemy się doliczyć tysięcy ludzi, jednym z nich jest prezydent – komentował z goryczą nowojorski strażak uczestniczący w akcji ratunkowej na Manhattanie. Zamiast prezydenta na prawdziwego bohatera, umiejącego podnieść morale Amerykanów, wyrósł burmistrz Rudolph Giuliani. Ale George Bush odrabia straty i stanął przed wielką szansą, jaką los daje nielicznym – w godzinie próby.

Czy Ameryce potrzeba przywódców? Jeszcze niedawno wydawało się, że nie. Po kolejnej wygranej wojnie – tym razem zimnej – nastąpił najdłuższy w dziejach okres ekonomicznej prosperity. Wystygły konflikty społeczne, spadła przestępczość, coraz bardziej harmonijnie współżyją ze sobą liczne kolorowe mniejszości. Wobec świata Ameryka zawsze była niezdobytą twierdzą, ale po 1991 r. poczucie bezpieczeństwa wzrosło w dwójnasób. Już zapominano, że prezydent F.D. Roosevelt musiał uspokajać udręczony Wielkim Kryzysem naród: „Jedyną rzeczą, jakiej musicie się lękać, jest sam strach”.

Polityka 39.2001 (2317) z dnia 29.09.2001; Świat; s. 21
Reklama