Archiwum Polityki

Wolność nie wystarczy

Temat kontrkultury znowu wraca. Powody bywają różne, choćby okrągła rocznica wydania „Sierżanta Pieprza” Beatlesów albo przyjazd legendarnego Living Theatre na tegoroczny festiwal Malta do Poznania. Jaki jest aktualny sens tego starego pojęcia?

W Polsce kontrkulturę w „klasycznej” hipisowskiej wersji traktowaliśmy jako element Zachodu, czyli wolnego świata. Nie mogliśmy tylko pojąć, dlaczego nieliczni i sporadycznie odwiedzający PRL epoki późnego Gomułki i wczesnego Gierka emisariusze „stamtąd” za głównego wroga mieli USA, a nie ZSRR. Z kolei przybysze z Zachodu nie rozumieli, jak można być fanem poezji ojca duchowego hipizmu Allena Ginsberga, deklarując jednocześnie antykomunizm.

Polityka 30.2007 (2614) z dnia 28.07.2007; Kultura; s. 61