Archiwum Polityki

Hiszpan wśród dzikich

Siedzę na głazach pośrodku wioski Indian Yanomami Coromoto. Na wprost mnie szybko płynie rzeka, woda podniosła się w niej tak bardzo, że zalała wielkie kamienie, po których w zeszłym roku trzeba było się wspinać na brzeg. Dookoła – piętnaście chat. Prawie wszystkie opuszczone.

Przywódca wioski Guillerme wraz z całą wsią – łącznie z kobietami i dziećmi – dziesięć dni temu wyruszył do dżungli, żeby założyć tam tymczasowy obóz. W Coromoto zaś pod jego nieobecność rozegrano dramat w obsadzie indiańsko-europejskiej.

Pewien Hiszpan zebrał od sponsorów kilka tysięcy dolarów po to, by kupić nowy silnik do łodzi i podarować go Indianom Yanomami. Przyjechał do Wenezueli. Przypłynął do wioski Coromoto. Miał pecha, bo Guillerme wraz ze wszystkimi ludźmi znikł już w dżungli.

Polityka 13.2001 (2291) z dnia 31.03.2001; Świat; s. 50
Reklama