Archiwum Polityki

Rachunki za wyschłą krew

Ledwie szwajcarskie banki zaczęły po pół wieku spłacać stare rachunki, nastąpił prawdziwy wysyp pozwów ze spóźnionymi pretensjami. Do francuskich kolei – że woziły do obozów koncentracyjnych, do Ameryki – że w porę nie zbombardowała Auschwitz. A teraz na konferencji w Durbanie (RPA) kraje afrykańskie – i amerykańscy Murzyni – przebili wszystkich: za kajdany i niewolniczy wyzysk żądają bilionów dolarów. Czy sąd jest jednak właściwą instytucją do wyrównywania krzywd i poprawiania historii?

Rośnie wiara w sprawiedliwość, choćby późną. Do sądu federalnego w Brooklynie złożono pozew przeciwko francuskim kolejom państwowym (SNCF) za to, że w okresie 1942–1944 r. przewiozły do obozów śmierci 72 tys. Żydów deportowanych z Francji. Nowojorski adwokat Harriet Tamen dowodzi, że sami Niemcy nie mieli żadnych środków transportowych i nie mogliby dokonać zbrodni bez pomocy SNCF, którym płacono „od głowy i od kilometra”. Pełnomocnik kolei odpiera zarzuty: SNCF była we władaniu niemieckiego okupanta, wśród jej pracowników byli też bojownicy ruchu oporu, wielu zginęło w walce z Niemcami.

Polityka 37.2001 (2315) z dnia 15.09.2001; Świat; s. 36