Archiwum Polityki

All rise, sąd idzie

Brytyjski sędzia Richard May w Hadze pyta beznamiętnym głosem: „Czy przyznaje się pan do winy?” Zamiast odpowiedzieć oskarżony Slobodan Miloszević mówi, że jego proces służy jedynie „fałszywemu uzasadnieniu zbrodni NATO” w Jugosławii. Ale procedura karna przewiduje wypadek krnąbrnego zachowania oskarżonego. Odpowiedź nie na temat oznacza tyle, że podsądny nie przyznaje się. Bezprecedensowy proces – po raz pierwszy przed sądem międzynarodowym staje przywódca obcego państwa – burzy nasze wyobrażenia o suwerenności państwa i zagraża na przyszłość krwawym dyktatorom, przynajmniej pomniejszym.

Dotychczas ci łajdacy mogli liczyć się tylko z chłodnym ostrzeżeniem Miłosza: „Który skrzywdziłeś... Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta”. W świecie ideałów to ostrzeżenie groźne. Jednak w świecie prawa nie o taką groźbę chodzi, a raczej o wyrok i więzienie. Proces Miloszevicia, który rozpocznie się dopiero w przyszłym roku i potrwa 12 miesięcy, jest co najwyżej zwiastunem nadziei, że społeczność międzynarodowa powoła kiedyś sąd światowy, który na wzór Pana Boga osądzi to, czego inne sądy nie chciały albo nie mogły osądzić i że nie da politykom mieszać w aktach bądź za kulisami sądowej sali.

Polityka 28.2001 (2306) z dnia 14.07.2001; Świat; s. 38