Archiwum Polityki

Ruszają na Busha

W Ameryce zapowiada się polityczne tsunami. W zbliżających się listopadowych wyborach Partia Republikańska może utracić większość w co najmniej jednej izbie Kongresu, w którym dominuje od 12 lat.

Jeżeli władzę na Kapitolu przejmą demokraci, nastąpi zmierzch konserwatywnej rewolucji. Zmiana może też wpłynąć na amerykańską politykę zagraniczną, w tym na dalsze losy wojny w Iraku. W tarapatach znajdzie się prezydent Bush.

Zwycięstwo demokratów zwiastują badania opinii i analizy. Aby przejąć kontrolę w Izbie Reprezentantów, muszą zyskać dodatkowych 15 mandatów, co powinno się udać. W Senacie brakuje im sześciu miejsc, co będzie trudniejsze, ale leży w zasięgu możliwości. Według sondaży Amerykanie uważają, że demokraci lepiej poradzą sobie z takimi problemami jak gospodarka, ochrona zdrowia, oświata i ubezpieczenia socjalne, a także wojna w Iraku. Nawet walka z terroryzmem i bezpieczeństwo – tradycyjnie silny punkt GOP, jak nazywa się tu republikanów – okazują się teraz atutem demokratów: wyborcy i tu zaczynają ufać im bardziej niż republikanom.

Sondaże wskazują na niezadowolenie Amerykanów z sytuacji w kraju – prawie 70 proc. jest zdania, że sprawy biegną w złym kierunku – i skrajnie krytyczną ocenę Kongresu. Dokładnie tak samo było w 1994 r., kiedy po 40 latach większość w Kongresie utracili demokraci. Są i inne sygnały przesilenia – sponsorzy polityków obstawiają pewniejszego konia. Kandydaci republikańscy nie mają takiej przewagi finansowej jak poprzednio, pieniądze coraz szerszym strumieniem płyną do kas ich demokratycznych przeciwników. Wall Street – sektor finansowy wielkiego biznesu – więcej funduszy wpłaciła w tym roku na kampanię demokratów.

Co spowodowało zmianę? Nie gospodarka, która ma się nieźle, chociaż z dobrej koniunktury korzystają głównie najzamożniejsi. Ceny benzyny, które wzrosły w tym roku rekordowo, ostatnio spadły, ale nawet to republikanom nie pomaga.

Polityka 43.2006 (2577) z dnia 28.10.2006; Świat; s. 58
Reklama