Archiwum Polityki

Spadek po Panu Tadeuszu

R. był bohaterem kilku artykułów „Polityki”. Tajemniczy ów biznesmen, który nigdy nie szukał rozgłosu i konsekwentnie unikał obiektywu, przez dziesięć ostatnich lat prowadził zdumiewające interesy. Pojawiał się niemal wyłącznie tam, gdzie gospodarka łączyła się z polityką, a prywatny kapitał ze Skarbem Państwa. Miesiąc temu zmarł na serce. Pozostawił po sobie nietypowy spadek, którym zajęły się służby specjalne i prokuratura.

Oficer UOP spogląda na metrową stertę teczek opartych o biurko. Sięga po najgrubszą. Minęło półtora roku, odkąd zaczął śledztwo i grubym flamastrem napisał na teczce, czego ono dotyczy: Tarus Holding i Tadeusz R. W styczniu 2001 r. R. umarł, a jego imperium się rozpada. Oficer nawet nie zdążył go przesłuchać i kiedy spogląda na oparte o biurko teczki, zastanawia się, ile tajemnic R. zabrał ze sobą. Na czym polegał jego talent do zdobywania zawrotnych pieniędzy na styku państwowego i prywatnego? Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej – Porozumienie bez Barier, Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, Agencja Rynku Rolnego, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Bank Gospodarki Żywnościowej, Ambasada Federacji Rosyjskiej, Warszawski Urząd Wojewódzki – wszystkie te instytucje pojawiają się w teczkach, bo ze wszystkimi wiązały Tadeusza R. kontakty finansowe. Teczki UOP kryły historie spółek kontrolowanych przez Tadeusza R. i jego rodzinę. Są w nich też kopie artykułów, które w ubiegłym roku ukazały się w „Polityce” (9, 10, 12 i 20/2000). Zaczęliśmy opisywać interesy R., kiedy odkryliśmy, jak po cichu i ku zdumieniu polskiej dyplomacji firmy przezeń kontrolowane przejęły warszawskie nieruchomości przekazane władzom ZSRR jeszcze w latach 70. na mocy umowy międzynarodowej. W jego rękach znalazło się pięć bardzo atrakcyjnych działek wraz z obiektami i urzędującymi tam nadal rosyjskimi dyplomatami lub biznesmenami, którzy (podobnie jak polska dyplomacja) uparcie twierdzili, że o całej operacji nie mają zielonego pojęcia. Dziś na jaw wychodzi szereg innych inicjatyw i „inwestycji” prowadzonych przez spółki R. w różnych częściach Polski.

Trzeba zjeść beczkę soli, żeby rozwikłać sieć wzajemnych powiązań firm R. Przepływ kapitału, wierzytelności, długów i udziałów między kilkunastoma spółkami odbywał się tak, by najwytrwalszy czytelnik nie doszedł, skąd się biorą i dokąd w tej sieci wędrują pieniądze – mówi oficer UOP.

Polityka 11.2001 (2289) z dnia 17.03.2001; Kraj; s. 23
Reklama