Archiwum Polityki

Szwagier Wielkiego Brata

– Czego bym w telewizji nie zrobił? Nie ma takiej granicy. Nie myślę o programie w kategoriach co wolno, a czego nie wolno pokazać – deklaruje Edward Miszczak, dyrektor programowy telewizji TVN. Jego kariera to historia polskich mediów. Zmienia się wraz z nimi, wyczuwając jednak o pół kroku przed innymi, skąd powieje wiatr. Jest superpracoholikiem, działającym na baterie duracell z podwójną energią. Kiedyś robił reportaże radiowe odkrywające białe plamy historii. Potem współtworzył pierwszą komercyjną stację radiową RMF. Dziś, jako dyrektor TVN, podczas eliminacji do programu „Wielki Brat” sadzał ludzi przed kamerą i z wykrywaczem kłamstw kazał odpowiadać na pytania: nago czy w ubraniu?, czy pani kiedyś coś ukradła? Pierwszy właśnie wyemitowany odcinek obejrzało 4 mln widzów.

Każda epoka ma swoją atrakcyjność – tłumaczy. – Dawny świat odszedł. Wszyscy się zmieniliśmy, żyjemy szybciej i nikt nie miałby cierpliwości do wysłuchiwania 20-minutowych reportaży. Kiedyś media kształtowały gust publiczności, dziś publiczność kształtuje media. Zarzut, że komercja jest powierzchowną papką, to niezrozumienie czasów, jakie nadchodzą.

Wspomina, że w radiu zakochał się bardzo wcześnie, bo jego ojciec nie chcąc psuć dzieci długo nie zgadzał się na obecność telewizora w domu. Słuchał więc radia, rozpoznawał głosy prowadzących, polował na ulubione audycje i skorzystał z pierwszej okazji, żeby się do radia dostać. Jako student Wydziału Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego trafił do uczelnianej rozgłośni Alma Radio. Wtedy też wstąpił do partii.

Dla wielu ludzi jest to plama na moim życiorysie – przyznaje. – I ja ten fakt przyjmuję. Dlaczego się zapisałem? Byłem w dwóch środowiskach partyjnych: uniwersyteckim i radiowym, odbiegały od polskiej przeciętnej, miały jakąś ofertę. Może imponowało mi, że jestem z profesorami po imieniu, więcej mogłem zrobić w radiu. Może gdybym trafił na innych ludzi, tobym się nie zapisał.

W Radiu Kraków zaczynał jako dziennikarz sportowy. Sprawdzał się we wszelkich formach – od programów medycznych aż po kabaret. Ale prestiżowe nagrody przyniosły mu cykle reportaży historycznych, które robił w drugiej połowie lat 80.: o zbrodni katyńskiej, o cichociemnych, o sybirakach, o piłsudczykach. – Był świetnym dokumentalistą – wspomina Ligia Kubas, dziennikarka Radia Kraków, którą Miszczak wprowadzał do zawodu. – Uczył rzetelności i tego, że nawet w trudnych czasach można zrobić materiał w zgodzie z własnym sumieniem.

Polityka 11.2001 (2289) z dnia 17.03.2001; Kraj; s. 27
Reklama