Archiwum Polityki

Wyspa katastrof

Romeo i Julia, małżeństwo od blisko czterdziestu lat, nigdy nie opuścili Marinduque, niewielkiej wyspy w kształcie serca. Wyspę dzieli jeden dzień drogi od Manili, stolicy Filipin, państwa katastrof. Ostatnio do tajfunów, trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów doszła wojna domowa i porywanie turystów przez islamskich partyzantów (rebelianci zabili właśnie jednego z trzech porwanych amerykańskich zakładników). Ale nie boi się tego Paul, który pochodzi z Islandii, dużo podróżował, aż trafił na Filipiny. W Manili poznał swoją żonę. Tam też zamieszkał.

Na początku była katastrofa. Na Pacyfiku jeden po drugim eksplodowały podwodne wulkany. Marinduque wynurzyła się z oceanu niemal z dnia na dzień. Nie była ani najmniejszą, ani największą wśród pozostałych siedmiu tysięcy wysp archipelagu. Kiedy tylko ostygła i porosła tropikalnym lasem, na szczycie Pulang Lupa stanął człowiek. Przypłynął na łodzi z północy. Wyglądał mniej więcej tak samo jak Romeo Rebilla z osady Poctoy. Śniady, średniego wzrostu, włosy brązowe, lekko falowane.

Polityka 25.2001 (2303) z dnia 23.06.2001; Na własne oczy; s. 100