Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Ślimak sunie do Unii

Polska po wejściu do Unii Europejskiej chce wprowadzić zakaz sprzedawania ziemi cudzoziemcom przez 18 lat. Skąd się wziął właśnie taki okres ochronny? Kto i jak go wyliczył? Na podstawie jakich przesłanek? Unia zgadza się na 7 lat. Spory w negocjacjach to normalne. Ale w tym przypadku trudno będzie o kompromis, bo rząd lansując twarde rozmowy z Unią i nie konsultując swego stanowiska z opozycją – ma dzisiaj bardzo wąskie pole manewru. Po raz kolejny potwierdza się stara prawda: by dogadać się z innymi, trzeba się najpierw dogadać ze sobą.

Polska i kraje Unii Europejskiej to są naczynia o różnym kształcie i objętości. Jeśli zostaną gwałtownie połączone, to na pewno coś się w nich zabełta. Najlepiej czują to politycy rozmaitych szczebli. Werner Schnappauf, minister ochrony środowiska w Bawarii, boi się polskiego fryzjera w niemieckim mieście, gotowego strzyc za 10 marek (niemiecki fryzjer bierze dwa razy tyle). Ale Schnappauf jest bardzo zadowolony z możliwości utylizowania bawarskich śmieci w Polsce albo w Czechach. Bo taniej.

Poseł AWS z Lubuskiego stawia sprawę krótko: – Niemcy mają obawy przed nami, a my stracha przed nimi. Musimy znaleźć sposób na pogodzenie taniego sąsiedztwa z silnym.

Poseł wie również, że znalezieniu tego sposobu nie pomagają takie zdarzenia jak list Niemca Herberta Wehry do gminy w Człuchowie, w którym nazwał mieszkańców wsi Mosiny „ludnością zastępczą” i przy okazji zażądał rekompensaty za utracone mienie po wojnie. Żaden polityk w Polsce nie może bagatelizować tych nastrojów.

Łagodnemu wyrównywaniu poziomów w połączonych naczyniach mają służyć tak zwane okresy przejściowe, podczas których w sposób administracyjny hamuje się rozwój sytuacji na rynkach w poszczególnych krajach. Niemcy boją się napływu z Polski taniej siły roboczej, która może stworzyć konkurencję na terenie byłej NRD, pogłębiając tam i tak duże bezrobocie. Dlatego żądają, by Polacy nie mogli podjąć tam pracy przez 7 lat od dnia wejścia do Unii.

Polacy natomiast boją się wykupu polskiej ziemi (a mieszkańcy ziem zachodnich powrotów takiego choćby Herberta Wehry). Ziemia w Polsce, w stosunku do krajów Unii Europejskiej, jest znacznie tańsza. Według Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, hektar gruntów rolnych w Polsce kosztuje dzisiaj ok. tysiąca dolarów; dla porównania – we Francji jest trzy razy droższy, w Holandii 15 razy.

Polityka 24.2001 (2302) z dnia 16.06.2001; kraj; s. 20
Reklama