Archiwum Polityki

Zanim łechtaczka zaśpiewa

Skoro mężczyzna, aby się rozmnażać, musi przeżywać orgazm, a kobieta może począć nawet wtedy, gdy odczuwa tylko ból, strach i obrzydzenie, czyli w następstwie gwałtu – to jaki jest cel istnienia łechtaczki i kobiecego orgazmu? Tego pytania nie wymyślono podczas sprośnych pogwarek w czysto męskim towarzystwie. Zaprząta ono wyobraźnię współczesnych ewolucjonistów.

Przed Darwinem postrzegano kobietę jako niepełnego mężczyznę (łechtaczka miała być szczątkowym penisem), zaś przypadki kobiecego pożądania seksualnego traktowano jako niezgodne z naturą i piętnowano w imię przyzwoitości. Potem mówiono, że wymagać, aby mężczyzna nie pożądał pięknej kobiety, to tak, jak życzyć sobie, żeby drapieżnik nie rozkoszował się świeżym mięsem. W domyśle: mięso nie ma tu nic do gadania. Przekonanie, że mężczyźni bez przerwy TEGO chcą, a kobiety wolą tylko się przytulić, przetrwało u współczesnych ewolucjonistów, którzy nadal bronią tezy o wrodzonej różnicy między męskim a kobiecym popędem płciowym.

Polityka 23.2001 (2301) z dnia 09.06.2001; Nauka; s. 95