Archiwum Polityki

Bykiem w orła

Na naszych oczach zaczęła się wielka dyplomatyczna gra o to, na jakich warunkach Polska i inne kraje środkowoeuropejskie przystąpią do Unii Europejskiej i na jakich zasadach tam będą funkcjonować. Spór między Niemcami i Hiszpanią o dostęp Polaków do unijnego rynku pracy pokazuje, że warunki polskiego członkostwa zależeć będą w pierwszym rzędzie od negocjacji pomiędzy obecnymi członkami UE. Debata w Polsce o granicach ewentualnych ustępstw wobec Unii i o tym, czy obstawać przy dacie za cenę ustępstw, czy lepiej twardo negocjować i później wejść do UE, jest myląca: Polska nie ma wcale takiego pola manewru.

Kiedy hiszpańscy dyplomaci pierwszy raz dali do zrozumienia, że nie podoba im się niemiecki postulat, aby po rozszerzeniu UE zamykać unijny rynek pracy dla obywateli z nowych krajów członkowskich, to mogli jeszcze liczyć na sympatię w Polsce. Niemieckie obawy, że pracownicy z Polski mogliby podbić niemiecki i austriacki rynek pracy, wydawały się przesadzone, więc siedmioletni (lub, jak kanclerz Schröder zażądał jeszcze w 1998 r., piętnastoletni) okres przejściowy kojarzył się z dyskryminacją i z członkostwem drugiej kategorii. Dziś wydaje się jasne, że Hiszpania nie występuje jako adwokat polskich pracowników, lecz jako obrońca tych hiszpańskich regionów, które wskutek rozszerzenia UE na wschód utracą pomoc z unijnej kasy. Pomoc ta w ramach funduszy strukturalnych jest obliczona według PKB na głowę mieszkańca w danym regionie (do pomocy kwalifikują się te, w których dochód jest poniżej 75 proc. unijnego).

Ponieważ przeciętna unijna obniża się wskutek przyjęcia stosunkowo biednych krajów z Europy Środkowo-Wschodniej, niektóre hiszpańskie (i niemieckie) regiony staną się statystycznie tak bogate, że utracą uprawnienia do tej pomocy. Aby temu zapobiec, rząd hiszpański złapał byka za rogi wykorzystując niemieckie lęki przed migracją zarobkową z Polski. Stanowisko UE w tej kwestii może powstać tylko jednomyślnie. Albo Niemcy i inne państwa gwarantują Hiszpanii możliwość korzystania z unijnej pomocy w takiej samej wielkości po rozszerzeniu, albo Hiszpania utrzyma swoje weto wobec niemieckiego postulatu siedmioletniego okresu przejściowego dla pracowników ze wschodu. „Hiszpańskim szantażem” nazwała to „Gazeta Wyborcza”, co mocno zdziwiło hiszpańskiego ministra spraw zagranicznych Josepa Pique, który podkreślił, że Hiszpania walczy o utrzymanie polityki strukturalnej UE dla wszystkich – w tym dla przyszłych członków.

Polityka 22.2001 (2300) z dnia 02.06.2001; Świat; s. 30
Reklama