Archiwum Polityki

Szamanka

Kto prowadzi w zakładach bukmacherskich na literackiego Nobla, prawie na sto procent go nie dostanie. Tegoroczna noblistka potwierdziła tę regułę.

W tym roku do Nobla literackiego obstawiano Philipa Rotha, Szwedzi wskazali Doris Lessing. Sama laureatka, gdy od ekipy telewizji BBC dowiedziała się pod domem, wracając z zakupów, że dostała Nobla, wyglądała jak stara szamanka, która odgania się od złych duchów. W końcu wydała ponad 50 książek, prestiżowych nagród zgarnęła wiele, a na liście kandydatów do Nobla figurowała od lat.

Ale ta powściągliwa reakcja 88-letniej pisarki jest tak samo rdzennie brytyjska jak jej twórczość. Lessing to chodzące no-nonsense, nie wstawiajcie kitu. Nie opowiadajcie bzdur o człowieku, rodzinie, ojczyźnie, polityce, a przede wszystkim o emocjach i związkach między ludźmi. Lessing nie oczekuje od czytelnika, by utożsamiał się z jej literackimi kreacjami i fantazjami, ale żeby miał do nich krytyczny dystans. Ta zasada towarzyszy jej również jako osobie publicznej.

Media ustawiają ją na lewicy, ale to uproszczenie. Owszem, była w brytyjskiej partii komunistycznej, lecz wypisała się po czterech latach i to już w 1956 r., kiedy Sowieci zdusili powstanie węgierskie. Okrzyknięta feministką jako autorka „The Golden Notebook” (Złoty notes, 1962 r.) wielokrotnie broniła młodych mężczyzn i chłopców przed dominacją feministyczną (choć uważa, że kobiety są dojrzalszym produktem ewolucji niż mężczyźni), a ruchowi feministycznemu zarzucała brak samokrytycyzmu i pogardę wobec kobiet niewyemancypowanych. W „The Good Terrorist” (1985 r.) podkpiwa z lewicowych radykałów zarażonych wirusem totalnej kontroli i walki pokoleń. Zamiast walczyć z „zabobonem” religii, pasjonuje się w wieku dojrzałym sufizmem, mistyką islamską. Po atakach 11 września na USA nie przyłączyła się do tych, którzy uważali, że Ameryka „ma za swoje”, wytknęła za to Amerykanom, że wszelką krytykę uznają za zdradę.

Polityka 42.2007 (2625) z dnia 20.10.2007; Ludzie; s. 115
Reklama