Archiwum Polityki

Czas na V RP

Do III RP nie ma powrotu, bo została zohydzona i to nieodwracalnie. IV RP zaś stała się własnością PiS, którą partia ta nie chce się dzielić, a i chętnych do udziału coraz mniej. Pozostaje utworzenie Rzeczpospolitej bardziej powszechnego użytku: V RP.

Hasło to pojawia się coraz częściej, a o zmierzchu IV RP zaczynają mówić nawet jej dotychczasowi zwolennicy, skonfundowani decyzjami liderów PiS, które rewolucję moralną zamieniły w moralny relatywizm.

To, że musi powstać V RP, wynika z czystej logiki politycznej. III RP, choć nadal świetnie broni się merytorycznie, straciła dobry wizerunek pod ciosami zwolenników rewolucji moralnej. Utraciła swoją cześć. Choć ocena minionego siedemnastolecia jest niesprawiedliwa w swej jednostronności i uogólnianiu konkretnych przestępstw na cały system, to nie zmienia faktu, że trudno jej dzisiaj bronić w sensie politycznej użyteczności. Obrońcy III RP będą w defensywie, przywaleni szafą Lesiaka i raportem o WSI, a także kolejnymi sensacjami, które codziennie właściwie produkuje i wyrzuca z siebie IV RP. I można w nieskończoność powtarzać, że proporcje osiągnięć i błędów są zupełnie inne, ale projekt pod nazwą III RP jest w ranach, chyba już nie do wyleczenia. Wizerunek epoki tworzony przez propagandę krytycznych następców jest politycznym i społecznym faktem, z którym trudno dyskutować. Trzeba, zachowując własne oceny minionego czasu, dostosować się do rzeczywistości, aby nie znaleźć się na jej marginesie.

Polityczny pragmatyzm nakazuje więc zwolennikom transformacji z lat 90. porzucenie tych okopów, pójście do przodu i zajęcie innych pozycji. Zresztą w zgodzie z nadrzędną regułą III RP, że trzeba zawsze uciekać od przeszłości w przyszłość. I teraz trzeba uciekać od IV RP nie do Trzeciej, ale do następnej, do Piątej.

Tak się składa, że każda kolejna polityczna epoka karmi się „wypaczeniami” tej minionej, czasami przewrotnie. Łagodne potraktowanie komunistów przy Okrągłym Stole i dopuszczenie ich do demokratycznych procedur (w celu uniknięcia gwałtownych konfliktów w sytuacji, kiedy mieli oni jeszcze instrumenty władzy) dało PiS oręż propagandowy, który w konsekwencji pozwolił mu na zwycięstwo w wyborach.

Polityka 46.2006 (2580) z dnia 18.11.2006; Kraj; s. 28
Reklama