Archiwum Polityki

Szabla oliwna

Kilka dni po wyborczym zwycięstwie do kancelarii Ariela Szarona wciąż jeszcze płyną kosze róż. Wiadomo jednak, jaka droga jest różami usłana – droga do koalicji z pokonaną Partią Pracy. Skrajna prawica czeka na ostateczne zerwanie pokojowych negocjacji. Niech sobie Arafat włoży do lamusa marzenia o wolnej Palestynie. Skrajna lewica liże rany i czeka na chwilę, gdy świat potępi politycznego awanturnika. Partie religijne wystawiły skromny rachunek: 250 mln dolarów na rabinackie szkolnictwo. Jeden z przyjaciół Szarona powiedział, że czas przenieść do siedziby nowego premiera napis wymalowany u wejścia na jerozolimski stadion Teddy, wsławiony burdami piłkarskich fanów. Napis ten głosi: „witajcie w bramach piekła”.

Do nieba daleko, do piekła mu się nie chce, więc na razie premier-elekt postanowił spędzić pierwszy tydzień w czyśćcu. Ariel Szaron pokonał Ehuda Baraka różnicą 62,4 do 37,6, ale jeszcze zanim policzono wszystkie głosy, wyciągnął przyjazną rękę – nie, nie do Arafata, lecz do zdruzgotanej wynikami wyborów Partii Pracy. Barakowi zaproponował tekę ministra obrony w swoim gabinecie, Szimona Peresa, laureata pokojowej Nagrody Nobla, predestynuje na stanowisko ministra spraw zagranicznych.

Polityka 7.2001 (2285) z dnia 17.02.2001; Wydarzenia; s. 18