Archiwum Polityki

Broń gazowa

Na dworze chłodno, ale w rządowych gabinetach gorąco. Łagodny zazwyczaj premier Buzek nakazał szukać i ukarać winnych w sprawie gazociągu. Na każdy spośród 628 kilometrów rury biegnącej przez nasze terytorium przypada co najmniej kilka publikacji prasowych, każda demaskująca ukryte zagrożenie naszej suwerenności. Rolnika, który nie przepuścił kabla światłowodu przez swoje truskawki, czyli udaremnił kontakt Rosji z Niemcami, kreuje się na bohatera narodowego: zapobiegł nowemu Rapallo albo nowemu paktowi Ribbentrop-Mołotow. Czy aby nie przesadzamy?

Kiedyś rurociąg biegnący z Rosji do Polski miał być gwarantem spoistości tzw. obozu pokoju i socjalizmu. I faktycznie: kiedy Jaruzelski zwlekał z wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 r., do Warszawy przyjeżdżali na przemian marszałek Kulikow i minister Bajbakow; ten drugi zapowiadał, że przykręci kurek z dostawami ropy i gazu.

W nowej rzeczywistości w 1993 r. podpisano umowę o budowie tzw. gazociągu jamalskiego już na warunkach zdawałoby się całkiem handlowych.

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Kraj; s. 30