Archiwum Polityki

Smok albo robak

Gdy Chiny jeszcze nie otrząsnęły się z szoku rewolucji kulturalnej i wciąż żyły w siermiężnej prostocie i biedzie, Deng Xiaoping rzucił hasło modernizacji kraju. Podczas jednej z licznych podróży inspekcyjnych po kraju zaapelował do Chińczyków: bogaćcie się (fu qilai), ponieważ „bieda to nie socjalizm, a tym bardziej nie komunizm”. Hasło padło na bardzo podatny grunt. Niemal znikąd zaczęły wyrastać fortuny.

Ponad 20 lat temu dla przeciętnego Chińczyka, żyjącego w warunkach wszechobecnego dyktatu państwa komunistycznego i drobiazgowej regulacji codzienności, nie istniały żadne impulsy materialne. Płace były biurokratycznie ujednolicone (niewiele różniła się pensja np. profesora wyższej uczelni i wykwalifikowanego robotnika) i nie odzwierciedlały wydajności, na rynku niewiele było artykułów przemysłowych do nabycia. W społeczeństwie pokutował schemat powszechnej równości w biedzie, a tym samym donoszenia na każdego, kto się wyróżniał posiadaniem czegokolwiek cenniejszego (wróg ideologiczny?

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Świat; s. 42