Archiwum Polityki

Zabawa w kulturę

Jeśli galeria, to handlowa, jeśli salon – to telefonii komórkowej. Jeśli festiwal – to pierogów, a dni – to truskawki. Czy na tym kończy się udział statystycznego Polaka w życiu kulturalnym?

Kiedy na początku wieku OBOP zapytał rodaków, co ich zdaniem powinien robić człowiek kulturalny, 99 proc. ankietowanych odpowiedziało: nie pchać się bez kolejki, po 98 proc. – dbać o swój wygląd oraz poprawnie i ładnie się ubierać, 96 proc. – umieć zachować się w towarzystwie, 94 proc. – dbać o czystość i higienę, 91 proc. – być uprzejmym wobec innych ludzi. 76 proc. zalecało czytanie prasy. W kolejnym badaniu 58 proc. pytanych uznało Polaków za naród w zasadzie kulturalny, przeciwnego zdania była przeszło jedna trzecia.

Generalnie, im kto mniej wykształcony i mniej zamożny – tym silniej przekonany, że w sferze kultury nie mamy się czego wstydzić. Socjolodzy na wyjaśnienie tego zjawiska mają dwie teorie: według jednej, ludzie uważają, że oni co prawda do teatru czy opery nie chodzą, ale na pewno chodzą inni, ci lepiej wykształceni. Druga mówi, iż dla większości badanych do bycia kulturalnym bywanie po prostu nie jest konieczne.

W 2006 r. (ostatnie dane GUS) Polacy na kulturę i rozrywkę przeznaczyli średnio 3,4 proc. swoich domowych budżetów (o 0,1 proc. więcej niż w 2005 r.), najwięcej, bo 451,20 zł – pracujący na własny rachunek, najmniej rolnicy – 130,68 zł. Największa część tej sumy poszła na media: abonament radiowy i telewizyjny oraz opłaty za kablówkę. To obrazuje nasz stosunek do kultury: kanapa i telewizor.

Oglądamy coraz więcej. Ponad trzy godziny dziennie przed telewizorem spędza już 29 proc. Polaków, od dwóch do trzech godzin – 26 proc., a 42 proc. patrzy w ekran do dwóch godzin na dobę. Najwięcej oglądają niepracujący, słabo wykształceni i ludzie starsi, najmniej – młodsi i lepiej wykształceni, a z zawodów – przedsiębiorcy, z braku czasu.

Polityka 2.2008 (2636) z dnia 12.01.2008; Raport; s. 30
Reklama