Archiwum Polityki

Za prosta historia?

Dzieło sztuki, żeby zaistniało dziś w świadomości odbiorców i komentatorów, musi mieć podpórkę. Podpórką może być młodość twórcy, najlepiej połączona z podważaniem całego dotychczasowego dorobku ludzkości w danej dziedzinie. Albo przeciwnie – tak ugruntowana pozycja, że nikt nie odważy się skrzywić. Albo „kultowość” – najczęściej forsownie wykreowana. Albo wpisanie się w modne ciągi skojarzeń, szansa na popisowe komentarze krytyków. Jeśli nie dysponujesz tą lub podobną podpórką, lepiej idź od razu, bracie, na spacer. Nie pchaj się na targ.

Ze wzrastającym zdumieniem tuż przed prapremierą „Requiem dla gospodyni” czytałem w prasie zapowiedzi: jak na komendę w każdej pojawiało się skojarzenie z „Weselem”. Niekiedy rozbudowane w całe mistyczne sekwencje: „Wesele” – pisano – rozpoczęło XX wiek, a „Requiem” wieńczy stulecie. Tajemnica gremialności tych skojarzeń wkrótce się wydała: zostały one podsuflowane na konferencji prasowej w Narodowym. Aliści tylko niektórzy piszący mieli w gazetach dość miejsca, by zacytować wypowiedź samego autora.

Polityka 1.2001 (2279) z dnia 06.01.2001; Kultura; s. 56