Archiwum Polityki

Pan kotek był chory

Groźba przywleczenia do Polski choroby szalonych krów ujawniła konflikt między państwowymi i prywatnymi lekarzami weterynarii o to, kto ma zarabiać na badaniu bydła i mięsa. Z siedmiu tysięcy polskich weterynarzy, co trzeci pracuje w państwowej inspekcji weterynaryjnej, reszta na swoim. Jako pierwsi lekarze w Polsce weterynarze zostali bowiem przymusowo sprywatyzowani i na własnej skórze sprawdzili mechanizmy naszej – nieco skundlonej – gospodarki rynkowej.

Weterynaria przeszła na swój garnuszek z dnia na dzień. Precyzyjniej byłoby powiedzieć, że została wysłana na swoje, bo stało się to w 1991 r. na podstawie decyzji szefa URM Jacka Ambroziaka, wstrzymującej finansowanie przez budżet państwa lecznictwa dla zwierząt. – Mimo zwolnień grupowych na początku zapanowała euforia: wreszcie mieliśmy możliwość otwierania prywatnych praktyk, co w poprzedniej epoce było niemożliwe, bo uchodziło za przejaw nieposłuszeństwa wobec władzy – przypomina Igor Hutnikiewicz, wiceprezes Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Polityka 1.2001 (2279) z dnia 06.01.2001; Społeczeństwo; s. 72