Archiwum Polityki

Pustka po Hipokratesie

Odrodzony w 1989 r. samorząd lekarski przypomina jedenastoletnie dziecko: nie chce już słuchać bajek, dobrze potrafi liczyć, chciałoby zawojować świat, choć rodzice nie pozwalają mu przekroczyć granicy podwórka. Tupie, gdy słyszy nakazy, uwielbia pochlebstwa.

Gdy słyszę z ust dr. Ryszarda Łopucha, iż lekarze są jak rozbite mięso armatnie, wiem, że tylko ten krewki stomatolog z prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej może pozwolić sobie na takie porównanie. Inni zostaliby odsądzeni od czci i wiary za obrazę lekarskiej godności. O Ryszardzie Łopuchu sami lekarze mówią: trybun, marksista, demagog, ale prawdą jest, że jak mało kto spośród stutysięcznego środowiska lekarzy potrafi uchwycić sens ich obecnego rozgoryczenia: – Ilu naszych kolegów wyniesionych na plecach samorządu działa wbrew nam w Ministerstwie Zdrowia, Sejmie, kasach chorych, administracji terenowej?

Polityka 20.2000 (2245) z dnia 13.05.2000; Kraj; s. 34