Archiwum Polityki

Zgrzebne płócienko

Dotychczasowa matura była wewnętrzną sprawą szkoły ogólnokształcącej, technicznej lub ekonomicznej; szkoły najczęściej przeciętnej, niekiedy złej, a tu i ówdzie wybitnej. Jakie szkoły, takie do dziś matury. Na tę rażącą nierówność nie godzą się reformatorzy i ja ich rozumiem. Jednak co zrobić, aby ujednolicenie nie oznaczało równania do ucznia (i nauczyciela) najsłabszego?

Sygnałami rewolucji na maturze są SYLLABUSY – szczegółowe opisy wymagań egzaminacyjnych. Sygnuje je anonimowa Centralna Komisja Egzaminacyjna. Prosty czytelnik (np. dyrektor liceum) nie zna nazwisk członków komisji ani recenzentów. Nie wie, ilu recenzentów wydało opinie krytyczne, a kto był entuzjastą i dlaczego.

Syllabus z języka polskiego zawiera wiele stron opisu umiejętności językowych i komunikacyjnych. Autorzy w ogólnych zdaniach stwierdzają, że uczeń powinien orientować się w różnych dziedzinach sztuki, łącząc ją z filozofią i historią.

Polityka 51.2000 (2276) z dnia 16.12.2000; Społeczeństwo; s. 92