Archiwum Polityki

O Przemku co filmy kręci

Ma 28 lat, nie skończył szkoły filmowej ani żadnej innej. Napisał cztery scenariusze, według których powstały trzy filmy, w tym dwa jego własne. Ostatni, właśnie wyświetlany w kinach „Głośniej od bomb”, wzbudził zachwyt nielicznych widzów, którzy mieli szansę go zobaczyć, w tym Andrzeja Wajdy.

Od Wajdy poniekąd ta dziwna historia się zaczyna. A w zasadzie od hucpy. Kilka lat temu Przemysław Wojcieszek (pochodzi spod Wrocławia, mama – pedagog w podstawówce, tata – rzemieślnik) pracował jako bileter w krakowskim kinie Wanda. Miał za sobą rozpoczęte i porzucone po pół roku studia polonistyczne. – Zdałem na polonistykę, bo wykładał na niej Bronisław Maj. Miałem łzy w oczach, jak czytałem jego wiersze. To akurat zostało mu do dzisiaj. Nie czyta powieści, tylko wiersze i gazety. I ogląda rzeczywistość. Co widać w „Głośniej od bomb”.

W ramach swoich obowiązków biletera ambitnego kina roznosił zaproszenia na prywatne przyjęcie Andrzeja Wajdy. Podejrzał adres. Zapukał do drzwi, jakimś kłamstwem sprawił, że zaprowadzono go do twórcy „Człowieka z marmuru”. „Nazywam się Przemysław Wojcieszek, chcę robić filmy. Jeśli poświęci mi pan pięć minut, nigdy nie zapomni pan tej rozmowy”. Wajda miał właśnie kręcić kolejny film; powiedział młodemu bezczelowi, żeby odezwał się jak będzie w Warszawie, może znajdzie się jakieś zajęcie na planie.

Wojcieszek rzucił więc pracę biletera i podążył do stolicy, do Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, gdzie zakomunikował, że będzie asystentem Wajdy i czy w związku z tym może liczyć na jakieś wynagrodzenie. – Patrzyli na mnie jak na świra, spuszczali przez tydzień, aż w końcu dowiedział się Wajda i wpuścili mnie na plan. Nikt na mnie nie zwracał uwagi, nie miałem nic do roboty, dobrze, że przynajmniej darmowy catering był, bo kompletnie byłem bez kasy. Po kilku dniach odpuścił sobie, niedługo później poległ z kretesem na egzaminach do łódzkiej filmówki, był bez pieniędzy.

Polityka 50.2002 (2380) z dnia 14.12.2002; Kultura; s. 62
Reklama