Archiwum Polityki

Dzieci się sypnęli

Dlaczego bezrobotna kobieta, która nie musi rano zrywać się do pracy, niecierpliwie wyczekuje nadejścia soboty i niedzieli? „Upomnienie za światło, upomnienie za gaz, upomnienie za inny rachunek... Tego się psychicznie po prostu nie da wytrzymać. Przestaję robić w domu, przestaję jeść, czasem trzy dni z nerwów nie jem i potem nabieram tej odwagi i idę i proszę o pomoc. Najszczęśliwsze są soboty i niedziele, bo żadne upomnienie, żaden komornik nie przyjdzie. Wtedy nie chodzą!” – oto kruche, dwudniowe gwarancje bezpieczeństwa, potrzebne do przetrwania 47-letniej bezrobotnej, która nie spodziewa się żadnych dobrych wiadomości.

Na piszących o biedzie czyha wiele pułapek. Na jednym biegunie czułostkowość, na drugim lodowaty dystans, traktowanie zjawiska jako „zawinionego” wyłącznie przez ofiarę, wedle zasady „Dlaczegoś biedny? – boś głupi”. Nagminne jest wykorzystywanie problemu ubóstwa w licytacji politycznej (kto wrażliwszy na ubóstwo – lewica czy prawica?). Traktując biedę instrumentalnie jedni nagłaśniają skrajne, widowiskowe przypadki, inni kamuflują jej społeczny zasięg.

Polityka 50.2000 (2275) z dnia 09.12.2000; Społeczeństwo; s. 94