Archiwum Polityki

Żegnaj wołowino

Ważną dla Francuzów lekturą były od zawsze rozmaite przewodniki kulinarne, w rodzaju dzieł Michelina czy Guy Pudlowskiego, o tym, gdzie i co zjeść najlepiej. Oto jednak pojawiły się ostatnio instruktaże gastronomiczne z (niepewnymi) poradami nowego typu: czego i gdzie najlepiej nie jeść, co zaś jeszcze można pochłaniać bez większych obaw. Wyraźny to objaw, powiedzmy, pełzającego lęku – bo nadużywane określenia psychoza albo panika są na pewno zbyt mocne.

Francja, przekonana do niedawna, że choroba szalonych krów była i pozostanie paskudztwem importowanym zza kanału La Manche, obudziła się z ręką w talerzu. Jej narodowe pogłowie bydła też jest – okazuje się – nie najzdrowsze. Owszem, nieco ponad setka stwierdzonych tutaj przypadków zachorowań zwierząt to jeszcze nie epidemia, to nic w porównaniu z kilkunastoma tysiącami oficjalnie odnotowanymi w Anglii. To czterokrotnie mniej niż tylko na jednej brytyjskiej wyspie Man.

Polityka 49.2000 (2274) z dnia 02.12.2000; Świat; s. 48