Archiwum Polityki

Amerykańska sypialnia

„American Beauty”, najlepszy film ubiegłego roku w Stanach Zjednoczonych, pokazuje w gorzko-komiczny sposób konsekwencje zgody społecznej na wyścig szczurów jako model życia. Nieustanne pompowanie się energią i młyn rywalizacji wyczerpują zasoby głębszych uczuć i wysysają energię seksualną z jego uczestników. Ale szyderstwo tego filmu sięga głębiej. Sugeruje on, że wycofanie się z tego wyścigu i społecznych rytuałów, które mu towarzyszą, nie gwarantuje wyzwolenia.

Rewolucja seksualna w Ameryce wypaliła się od środka i najwyraźniej weszła w fazę wyniszczania uczestników. Taki wniosek można wysnuć z fali najnowszych filmów na temat frustracji erotycznej Amerykanów. W filmie „American Beauty” Sama Mendesa (właśnie wszedł na polskie ekrany) Lester, żonaty mężczyzna w średnim wieku, (Kevin Spacey) onanizuje się rano pod prysznicem, komentując to zza kadru jako kulminację dnia, po której już tylko równia pochyła. Niewiele lepiej ma się młody samotnik Allen (Phillip Hoffman) w pokazywanym już w Polsce „Happiness” Todda Solondza, który bombarduje przypadkowe kobiety obscenicznymi telefonami, robiąc sobie dobrze przy okazji.

Polityka 8.2000 (2233) z dnia 19.02.2000; Kultura; s. 48