Archiwum Polityki

Amerykańska sypialnia

„American Beauty”, najlepszy film ubiegłego roku w Stanach Zjednoczonych, pokazuje w gorzko-komiczny sposób konsekwencje zgody społecznej na wyścig szczurów jako model życia. Nieustanne pompowanie się energią i młyn rywalizacji wyczerpują zasoby głębszych uczuć i wysysają energię seksualną z jego uczestników. Ale szyderstwo tego filmu sięga głębiej. Sugeruje on, że wycofanie się z tego wyścigu i społecznych rytuałów, które mu towarzyszą, nie gwarantuje wyzwolenia.

Rewolucja seksualna w Ameryce wypaliła się od środka i najwyraźniej weszła w fazę wyniszczania uczestników. Taki wniosek można wysnuć z fali najnowszych filmów na temat frustracji erotycznej Amerykanów. W filmie „American Beauty” Sama Mendesa (właśnie wszedł na polskie ekrany) Lester, żonaty mężczyzna w średnim wieku, (Kevin Spacey) onanizuje się rano pod prysznicem, komentując to zza kadru jako kulminację dnia, po której już tylko równia pochyła. Niewiele lepiej ma się młody samotnik Allen (Phillip Hoffman) w pokazywanym już w Polsce „Happiness” Todda Solondza, który bombarduje przypadkowe kobiety obscenicznymi telefonami, robiąc sobie dobrze przy okazji. Najbardziej godny pożałowania jest yuppie Barry (Aaron Eckhart) w „Our Friends and Neighbors” Neila La Bute’a, który zaspokaja się sam, mimo że obok leży jego śliczna żona (Amy Brenneman).

Witajcie w amerykańskim panopticum, w którym młodzi filmowi szydercy przedstawiają pustynię uczuciową, bezkresną samotność i egzystencjalne zwątpienie. Ten krajobraz po bitwie w najbardziej jadowitych filmach jest pokłosiem rewolucji seksualnej i walki płci; w tych bardziej subtelnych – konsekwencją kryzysu amerykańskiego stylu życia. Zaludniają go postacie, które przede wszystkim utraciły poczucie więzi z innymi.

Seks jest formą separacji

Nie potrafią one ze sobą rozmawiać. W „Happiness” mówią nie tyle do siebie, co mimo siebie. Jedynie Bill (Dylan Baker) prowadzi szczere choć tragikomiczne rozmowy o seksie ze swoim synem. W „Your Friends and Neighbors” nawet profesor literatury Jerry (Ben Stiller) bełkoce coś nieskładnie nie kończąc prawie nigdy zdania. Zastępczym środkiem porozumienia jest dla tych postaci seks, bo, jak powiada Jerry, to jedyne co się liczy w stosunkach między ludźmi.

Polityka 8.2000 (2233) z dnia 19.02.2000; Kultura; s. 48
Reklama