Archiwum Polityki

Karuzela na kominie

Pazerność nie liczy się z przyzwoitością. Wynagrodzenia i odprawy, jakie pobierają osoby zarządzające spółkami Skarbu Państwa, osiągnęły bulwersujący poziom. Prezes dużej firmy państwowej, której kontrolę zakończyła właśnie NIK, zarabia miesięcznie 90 tys. zł. Skoro jednak i tak daleko mu do 300 tys., jakie dostaje prezes jednego z największych prywatnych banków, to może powszechne żądania, by odgórnie ograniczyć zarobki wypłacane z publicznych pieniędzy, są tylko wyrazem zawiści i nastrojów populistycznych?

Publicznymi pieniędzmi żywi się coraz większa rzesza ludzi, których zarobki nieraz daleko w tyle pozostawiły apanaże prezydenta i premiera, nie mówiąc już o ministrach. Do samorządowców gminnych doszlusowali po reformie administracyjnej działacze ze szczebla powiatowego i wojewódzkiego, którym także apetyt dopisuje. Doskonale zarabiające zarządy regionalnych kas chorych obrosły radami nadzorczymi, którym też przecież trzeba zapłacić. Rady w ogóle mają patrzeć na ręce zarządom jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, które – jak zauważył poseł Ludwik Dorn, miały być tylko tworem przejściowym, przygotowującym przedsiębiorstwa państwowe do prywatyzacji.

Polityka 5.2000 (2230) z dnia 29.01.2000; Kraj; s. 20