Archiwum Polityki

Kontrola obrazu

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest jedną z najdziwniejszych instytucji III RP. Powołana, aby pilnować ładu w eterze – stać na straży interesu publicznego, wolności słowa, prawa do informacji – sama jest przykładem bezładu i bezwładu. Ponad wszelką miarę upolityczniona, skłócona i zatomizowana, uchodzi za instytucję, w której każdy z członków reprezentuje swojego mocodawcę i walczy tylko o swoje media oraz strefy wpływów. Rada kompetencje ma niejasne i ciągle uszczuplane. Również dlatego jest nagminnie lekceważona przez nadawców i coraz słabiej rozumiana przez opinię publiczną. Tymczasem niedługo wygasa wiele przyznanych kilka lat temu koncesji, zwłaszcza radiowych. Trzeba będzie ponownie podjąć istotne decyzje – także o wielkiej wadze finansowej – bezstronnie ocenić ramówki i programy, położyć na szalę interes publiczny; trzeba także odpowiedzieć na wyzwania technologiczne. Rosną obawy, czy Rada w obecnej postaci jest w stanie podołać tym wyzwaniom.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeżywa dziś wyraźny kryzys wpływów i znaczenia. Rozgłośnia RMF FM wbrew rozporządzeniu ministra łączności zrazu nie przestała z początkiem roku nadawać programu na dolnych częstotliwościach UKF. KRRiTV pogroziła palcem niepokornej stacji, ale i tak okazało się, że więcej znaczyła w tej sprawie presja ministra i Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej, która może zlecić wyłączenie nadajników. Wybrana przez KRRiTV Rada Nadzorcza Polskiego Radia bez żadnych merytorycznych powodów dokonała zmiany na stanowisku prezesa zarządu PR (został nim Ryszard Miazek, były rzecznik PSL).

Polityka 6.2000 (2231) z dnia 05.02.2000; Raport; s. 3