Archiwum Polityki

Pierścionek zaręczynowy

Po grudniowym szczycie w Helsinkach, gdzie ustawiono Polskę w dłuższej kolejce do Unii i praktycznie rozwiano nadzieje na przyjęcie w 2003 r., rodzimi eurokraci posmutnieli. Trudno, myślą sobie, ze ślubu na razie nici, to niech przynajmniej pierścionki zaręczynowe będą z prawdziwego złota. Czy Bruksela, fundując różne programy przedakcesyjne, chce ukoić własne wyrzuty sumienia – czy też dać trochę, żeby opanować polski rynek i odebrać sobie w dwójnasób?

Jedni rodacy wierzą w szlachetność i altruizm Zachodu, drudzy tylko w wyrachowanie. Jedni i drudzy mają rację, jedni i drudzy się mylą. Politycy Zachodu zdają sobie sprawę, że nie ma takich szczelnych granic i takich miękkich resorów, które by uchroniły ich kraje od wstrząsów na Wschodzie, wolą więc zapłacić pewną – nie za wysoką – cenę, żeby procesy łagodzenia różnic posuwały się naprzód.

Łagodzenia – ale nie niwelowania. Mimo przechyłu politycznego na lewo gospodarka krajów UE jest rynkowa, czyli konkurencyjna.

Polityka 4.2000 (2229) z dnia 22.01.2000; Gospodarka; s. 56