Archiwum Polityki

Sceny z życia irlandzkiego

W III RP śpiewaliśmy za Kobranocką „Kocham cię jak Irlandię”, pełnymi kuflami świętowaliśmy dzień patrona Zielonej Wyspy św. Patryka, w IV rozpoczęliśmy inwazję na Dublin i okolice. W odwecie Irlandczycy wzięli szturmem nasz teatr.

Nie chodzi tu o Oscara Wilde’a, George’a Bernarda Shawa czy nawet Samuela Becketta, którego rok właśnie obchodzimy. Aktu zajęcia polskiego teatru dokonało pokolenie trzydziestoparolatków, roczniki siedemdziesiąte.

Na dramatach młodych Irlandczyków, między innymi, nasi reżyserzy uczyli się, co to jest modny na Zachodzie trend – brutalizm. Grane w TR Warszawa i na kilku krajowych scenach „Howie i Rookie Lee” i „Made in China” Marka O’Rowe’a oraz „Disco Pigs” Endy Walsha, choć nieprzesadnie głębokie i odkrywcze, narobiły swego czasu sporo szumu w naszym teatralnym światku.

Polityka 47.2006 (2581) z dnia 25.11.2006; Kultura; s. 82