Archiwum Polityki

Chopin u Kartezjusza

Dwieście lat temu, kiedy Polska straciła niepodległość, Francja stała się naszą drugą ojczyzną. Dwadzieścia lat temu, kiedy powstała Solidarność, Francja stanęła w jej obronie. Mamy pewność, że i teraz możemy liczyć na wasze poparcie i na strategiczne partnerstwo. Tymi mniej więcej słowami zaczął premier Buzek spotkanie z francuskimi dziennikarzami, którzy może nawet się wzruszyli, ale po chwili spytali: jeżeli pan oponuje przeciw różnicowaniu statusu członków Unii, to wasza pozycja różni się od francuskiej, gdzie tu więc miejsce na strategiczne partnerstwo? W ten sposób romantyzm Chopina został zagłuszony przez logikę Kartezjusza.

Premier Buzek wybrał się na dwudniową wizytę do Francji (18–19 września) w połowie jej sześciomiesięcznej prezydencji w Unii, zabierając ze sobą oprócz kilku ministrów i wiceministrów także grupkę dziennikarzy.

Na spotkanie z Jerzym Buzkiem po jego śniadaniu z premierem Lionelem Jospinem spóźniamy się o 3 minuty, ale francuscy cerberzy są bezwzględni. Czy wiele straciliśmy? Koledzy bywali we Francji zapewniają, że nie: Jospin to mruk, niczego oryginalnego nie powie. Od naszego premiera, niestrudzonego optymisty, dowiadujemy się, że rozmowa była bardzo udana, Jospin potwierdził gotowość Francji do przyjęcia Polski w roku 2003. – Jeżeli grudniowy szczyt w Nicei podejmie odpowiednie decyzje – wtrąca czujnie minister Jacek Saryusz Wolski, sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej – i jeżeli można będzie za jednym zamachem ratyfikować Niceę i przyjęcie nowych członków.

– W każdym razie we Francji zauważono przyspieszenie naszych prac nad przystosowaniem do członkostwa – premier Buzek upiera się przy jak najlepszej interpretacji słów swojego rozmówcy. Można stąd wnosić, że Francuzi mają taktykę uzgodnioną: życzliwie, ale niezobowiązująco zachęcać polskich gości do dalszych wysiłków.

Na spotkanie z Buzkiem, zawsze w ciemnym garniturze i białej koszuli, dziennikarze francuscy przychodzą w dżinsach i rozciągniętych welwetach. Od razu jest jasne, że nie będzie chodzić o kurtuazję, tylko o meritum. Co by pan powiedział na powiększenie Unii bez Polski? Dlaczego tak się dobijacie o datę? Czy premier Jospin coś panu obiecał? Czy trzy miesiące, jakie pozostały do końca prezydencji francuskiej, wystarczą, żebyście wyszli z kłopotów gospodarczych?

Polityka 40.2000 (2265) z dnia 30.09.2000; Świat; s. 30
Reklama